Try to save myself, but myself keep sleeping away…
Sierpień 28, 2008
I przyszedł dzień kiedy przestałem rozpoznawać wokół kolory. Wszystko spowite całunem łez miało teraz szary odcień i kontury rozmyte. I ja też i moje dłonie rozmyte i drżące.
Rzeka smoły w mojej głowie niesie ze sobą setki złych wspomnień i upadków.
Cierpiałem za nic i kochałem nic, teraz świat porozpadał się na kawałki. Zbieram małe odłamki, zbieram ziarna piasku, które najlżejszy podmuch rozwiewa na powrót w pył. Nie mogę się podnieść i otworzyć okien mojego sarkofagu…
Depresja jest stanem w którym umysł przestaje funkcjonować obiektywnie. Zaczynamy oceniać świat w inny sposób – przez pryzmat bolesnych wydarzeń z przeszłości, czy przykrych wyobrażeń. Głęboka depresja potrafi uczynić człowieka całkiem społecznie dysfunkcyjnym. Stopniowo przesuwamy się gdzieś obok i już tylko z cienia obserwujemy nasze życie nie czyniąc zupełnie nic. Nie podejmując żadnych z góry skazanych na niepowodzenie kroków. Każdy w takim stanie zasługuje na pomoc…
decresendo…
Maj 18, 2008
Daleko wciąż po swoich orbitach nieubłaganie płyną planety, światy inne niż ten. Mój krzyk, mój płacz zamknięte w tej nędznej powłoce. Czekam na moment gdy dostanę skrzydeł. Wylewam łzę za wszystkich mi bliskich. Za dusze w których pamięci nie zginę. Dogrywam ostatnie akordy swojego koncertu. Palce naciskają klawisze, zza okna śpiewają mi świerszcze. Deszcz przestał właśnie padać i zrywa się wiatr. Końce świec tańczą i tulą się do dźwięków. Znikają uczucia, otwierają się sny… Zasypiam… Obejmuje mnie znów nadzieja, zdejmując chłód z mojej skóry. Odszedłem po wydaniu ostatniego słowa. Wyśniłem sen ostatni. Wszystko skończyło się z Tobą… Byłeś moim papierowym imperium rozmytym przez deszcz… Odeszłaś, lecz ja zostanę tutaj zamknięty w Twym sercu. Właśnie w tym opuszczonym miejscu… Gdzie trawa nie rośnie i nie kwitną kwiaty. Zasiądę za fortepianem o klawiszach z łez… Rozleję po nich duszę… Niech wpłynie w Ciebie światłem gwiazd. Opuszczam swoją… Wychodzę poza orbitę…
Kredyt od Boga
Maj 14, 2008
Podnoszę swoją prawą dłoń. Ciepłe promienie porannego Słońca rozszerzają lekko moje powieki. Jest już dzień. Moja prawa dłoń budzi się, moje oczy budzą się, mój umysł budzi się, Budzę się. Wstaję.
Jest okno, w oknie zamknięto mi wiele budynków i bardzo małych zabieganych ludzi. Obmywam swe ciało wodą. Poziom wilgotności moich komórek wynosi dokładnie 78%, wszystkie sensory sprawne, wszystkie systemy aktywne. Wczoraj wstałam dokładnie 2 minuty i 30 sekund wcześniej.
Pamiętam oczy mojej matki… Pamiętam numer rejestracyjny autobusu, który odwoził mnie do szkoły w 2012 roku. Pamiętam wszystko. Moja baza danych jest nieograniczona niczym Słońce i nieogarnięta dla innych niczym księżyc. Mój umysł jest oceanem informacji, odczuć i myśli. Jestem jednością z siecią i wiem na ziemi kwitną teraz Lotosy. Widzę oczami satelit ich eksplodujące kwiecistością pąki…
Moje biomechaniczne ciało jest niemalże równie nieśmiertelne jak dusza. Jeśli zechcę nie odczuwam bólu. Moje ruchy skoordynowane w ułamkach sekund. Otwieram oczy i widzę Słońce. Nadszedł następny dzień. Nadszedł świt. Mam dość czasu na ikebanę chwil. Wypijam zieloną herbatę, odtwarzam w sobie głos pierwszego kochanka… – Jesteś Piękna, Jesteś Idealna…
- jak wstające Słońce, ptak śpiewający, świat cały…