Należę do ludzi, którzy są wręcz uzależnieni od manifestowania siebie, o czym zresztą niniejszy blog świadczy. Popieram idee szerzenia sztuki i autoekspreji choć przyznać muszę, że tandetne dzwonki budzą we mnie najgorsze odczucia, to jednak degustibus non est disputandum…
Szanujmy siebie nawzajem i swoją muzykę też, i to jest droga do naszej wspólnej lepszej i wolnej przyszłości…
Dziewictwo to połączenie fizyczno-psychicznego stanu.
Czystość i nieskażenie tym naszym brudnym materialnym, atawistycznym światem. Z chwilą zanurzenia się w ten realnie istniejący bród otrzymujemy jednak coś jeszcze… Okazuje się, że w tym świecie istnieje rozkosz… Że ten pot i krzyk, ta bliskość i zwierzęce pożądanie może być również mistyką… Nic nie jest czarne ani białe. Od tej pory “inicjacji sexualnej” nasze dusze przestają być kryształowe i rozumiemy, że nic nie jest takie proste i jednoznaczne… Zaczynamy w tym świecie szukać drogi do szczęścia i miłości (w jakiejkolwiek nie byłaby formie).